24 sierpnia 2017

Od Alexandra CD Kano

Robiło się coraz później. Słońce powoli zaczynało znikać za horyzontem. Brakowało mi leków i wody, a do najbliższej apteki zostało mi z pół godziny drogi. Aczkolwiek łapała mnie straszna zadyszka. Serce przyśpieszało i zwalniało, jakby ktoś bez przerwy machał flagami start/stop na torze wyścigowym. Dlatego zmuszony byłem robić postoje co kilka kroków. Musiałem przeczekać gdzieś noc. Nawet gdybym dotarł tam przed zmrokiem, nie miałbym pewności czy kogoś, a raczej czegoś, tam nie spotkam i czy towar wciąż tam jest. Potrzebowałem minimalnej dawki odpoczynku, żeby móc się zregenerować i w razie potrzeby uciekać. Najbliższym miejscem na schronienie okazała się już dawno opuszczona stacja paliw. Dowlokłem swoje zwłoki, bo normalnie funkcjonujące ciało to nie było, pod ladę. Upadłem na ziemię i oparłem głowę o ścianę. Nie sprawdziłem nawet czy jest tam w miarę bezpiecznie. Stwierdziłem, że psy zrobią to za mnie. To był błąd. Coraz trudniej było mi oddychać i nie jestem pewien czy tylko zasnąłem, czy straciłem przytomność.

W nocy intruz wdarł się do budynku bez najmniejszego trudu. Nie rozumiem, też dlaczego wciąż czuje się dobrze. Chociaż dobrze w tym przypadku to słabe określenie. Bardziej jak, wciąż wśród żywych, lecz powolnie konający. Jedyną w miarę racjonalną odpowiedzią na ich zachowanie... Nie istniała. Za to nasuwała mi się pewna teoria, choć gdybym próbował ją komuś opowiedzieć, mój rozmówca by mnie wyśmiał. Posiniała skóra z niedotlenienia oraz dziwne odgłosy wydobywające się z mojego wnętrza mogły zasugerować im, że mamy coś wspólnego. Nie powiem, że byłem zachwycony, ale nawet w takiej sytuacji warto się zaprzyjaźniać. Problem w tym, że wlokły mnie w przeciwną stronę. Oddalałem się od mojego celu. Wędrówka musiała trwać dość długo, bo zdążyłem nabrać też trochę siły. Tereny wydały mi się znajome. Miałem świadomość, że zamieszkuje go jeden z obozów. Wolałem chwytać los w swoje ręce, niż bezkarnie dać się prowadzić, dlatego wrzeszcząc ile sił w płucach i wierzgając starałem zwrócić na siebie uwagę.
W uszach rozbrzmiał okropny huk, a jednego osobnika odrzuciło w bok. Zatrzymaliśmy się. Kolejny strzał. Bezmózgi upadł na ziemie. A za nim następny i następny. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się tak szybkiego odzewu. Sam także podzieliłem ich los upadając na twardy gruz.
- Ugryzły cię? - surowy głos chłopaka został zakłócony przez mój kaszel. Uniosłem głowę i tułów na przednich rękach, podkuliłem kolana i kontynuowałem wypluwanie płuc. Między przerwami starałem się złapać minimalną dawkę tlenu, ale nawet wtedy cichy świst nie ustawał.
Nie widziałem jego twarzy, ale byłem pewien jego zniesmaczenia i dezorientacji. Wyraźnie miał dosyć czekania. Złapał za moje barki, nie odkładając broni ani na chwilę, przewrócił na plecy i docisnął butem do podłoża. Przy okazji strącił mi okulary z nosa, dlatego identyfikacja była dla mnie praktycznie niemożliwa. Z pewnością przybrał tę samą pozę, celując prosto w głowę. Ponowił swoje pytanie nadal nie zdradzając żadnych emocji.
- Nie. - wykrztusiłem, kładąc dłonie na jego stopie. - Chyba nie.
- Czemu mam ci wierzyć? - mruknął pod nosem.
- Wcale nie musisz. - widząc moją próbę podniesienia się, poluźnił nacisk. - Sam sobie poradzę.
Stanąłem na równych nogach i ruszyłem przed siebie, co krok chwiejąc się na boki.

Kano?

Drużyna tarantuli | Alexander Sorel

"The most dangerous person is the one who listens, thinks and observes"
Alexander Sorel | 19 lat | Mężczyzna | Pasztecik

Od Avy CD Ethan'a

- A ty zachowaj się jak gospodarz i sam posprzątaj. Gościom nie wypada mówić co mają robić. - zanim wyszłam powiedziałam "dupek". Po słowach wyszłam trzasnęłam drzwiami. Wyszłam na zewnątrz i poszłam porzucać gdzieś. Poszłam na tyły szkoły, jest blisko piłki. Wzięłam jedna i kopałam do bramki.
Po dwóch godzinach wróciłam do budynku. Pozwiedzać budynek. Sala gimnastyczka, prysznice, baseny dwa jeden jest do połowy pełny. Natomiast drugi jest cały. Widziałam, kartki.
"Można pływać i nie można". Ten mały był do pływania. Zdjęłam koszulkę i spodenki oraz buty i wyskoczyłam do wody. Była zimna, niemal lodowata. Zwolniłam bicie serca, aby nie wpaść w hipotermie. Zanurzyłam się i sobie pływam. Dokładnie nie wiem ile tak pływałam.
Zanurzyłam się, aby poćwiczyć wstrzymanie oddechu. Słyszałam tylko wodę, a tak była cisza. Taka przyjemna. Słyszałam kroki, więc się wynurzyłam. Zaskoczyło mnie to, Ethan. Czego on tu chce? Nie odezwałam się nie specjalnie chciałam z nim rozmawiać.
"Plan - teraz jeszcze trochę w basenie pobędę, potem prysznic suche ubrania. Pójdę się powłóczyć. Może znajdę fajne miejsce skoro to szkoła." moje rozmyślania przerwał głos Ethana.
- Wyjdź, woda jest lodowata będziesz mieć hipotermie. Ava mówię coś. - zignorowałam. Nuciłam sobie. Bawił mnie, ale co go to obchodzi czy coś mi się stanie.
- Woda jest spoko, poza tym zwolniłam bicie serca jakoś nie specjalnie jest mi zimno, więc jeśli masz coś do powiedzenia mów i spadaj. - powiedziałam, złapałam oddech i się Zanurzyłam. Widziałam go przez wodę, wkurzał się. Żeby bardziej się wkurzył, otworzyłam usta delikatnie. Woda we mnie wpłynęła, za dużo. Czemu panikuje? Chciałam się wynurzyć nie mogłam, zamglony obraz jakąś postać się zbliża. Powietrze i ciemność.

"Chciałam, żeby się wkurzył, za dużo wody wpuściłam do płuc, za zimno, próbowałam, ale straciłam czucie panowanie straciłam przytomność. Przytomność? Co się stało, kto mnie wyciągnął? Zostałam wyciągnięta czy może to słońce mnie ogrzewa. Gdy otworzę oczy będę na plaży. Prawda?" Z rozmyśleń wyrwał mnie głos. Wolał moje imię, nagle zrobiło mi się strasznie zimno. Dotykałam dłońmi twardy to nie poduszka to nie materiał. To czyjeś ciało, jest ciepłe bardzo ciepłe. Wtuliłam się leniwie otworzyłam oko, po chwili otworzyłam drugie. Było mi zimno, żeby jakkolwiek, móc się poruszyć. Ledwo co się Wtuliłam w ciepło. Słyszałam głosy, rozmawiali o kimś?
- Ethan mogłeś ja zostawić tam, skoro pyskuje. - powiedział chyba chłopak.
- Jak mogłem, Evan, gdybyś się dowiedział, że ją zostawiłem chyba byś mnie zakopał żywcem. - powiedział Ethan, jego głos? Zaraz to ja go przytulam co?
Ten chłopak westchnął. - To po co teraz ja przytulasz? - mówił poirytowany.
- Gdy ja wyciągnąłem z wody się przykleiła i nie da rady, była lodowata, powoli teraz jest cieplejsza. Poza tym chcę wiedzieć czemu tak się zachowała. - poczułam jakby wbijał mi brodę w głowę. Oh zapomniałam to twarz mam w zagłębieniu jego szyi schowana, a ręce pod jego koszulka. Czemu? Jest gorący.
- Ethan ile masz zamiar tu leżeć z nią. Dobra zresztą twoja decyzja. Przyniosę Ci coś do picia. - wyszedł chyba.
- Czemu jesteś aż tak wkurzająca, odkleić cię nie mogę. Dobrze wiem przystojny jestem, ale ty podłą dziewczyną. Wyglądasz tak niewinnie, ale też tak niegrzecznie, aż brak słów. - powiedział, mówił coś jeszcze, ale zamknęłam oczy.
Gdybyś wiedział, że w ten sposób okazuje szacunek albo, że jesteś dupkiem w ciele przystojniaka... Jak już będzie dobrze. Mam go przeprosić? Nie po prostu będę go omijać. Choć wyjdzie pewnie inaczej.


Ethan? :)

Od Ethan'a CD Avy

Ethan wzdrygnął się, bynajmniej nie z zaskoczenia co z przypływu adrenaliny. W pierwszym odruchu obronnym chciał zrzucić dziewczynę na podłogę, jednak prawdopodobnie wylądowałaby na ziemi ze sporą garścią jego włosów w dłoni.
Zamknął więc jej nadgarstki w uścisku, następnie zacisnął zęby na jej dolnej wardze. Bardzo mocno. Chwilę, gdy zdziwiona wypuściła z dłoni jego włosy wykorzystał by z łomotem wrzucić ją na biurko i przygwoździć do niego jej drobne ciało.
- Co to ma być? Gdzie mi się pchasz z tą swoją śliną?! - Prychnął, wpatrując się w niewielką strugę krwi wypływającą z jej ust. - Wyglądam ci na pluszowego misia, którego możesz dowolnie macać? -  Wbił ostry wzrok w zdezorientowaną twarz dziewczyny, nadal przyciskając ją do biurka.
- Wolisz chłopców? A może nic tam nie masz, co?! - Prychnęła, wyzywająco spoglądając mu w twarz. Ani trochę nie chciała dać za wygraną.
- Bądźmy szczerzy, dz*wki potrafią być bardziej dyskretne niż ty. Co mi po kimś, kogo mogę mieć od tak? - Jego ton zmienił się na niego mniej agesywny, w końcu pozwolił Avie podnieść się do siadu. - Może pójdziesz do nich po lekcję pokory? To bardzo miłe kobiety. -Dodał, oddalając się od niej na kilka kroków. Nie był pewien, czy zaraz nie strzeli jej do głowy by dobyć broni. Szaro włosa otarła krew z twarzy, marszcząc brwi w akcie irytacji. Nagle poderwała się na równe nogi, zawracając w stronę wyjścia.
- Zbierz papiery. - Zagrzmiał Ethan, gdy jej dłoń dotknęła klamki. Ava odwróciła się, widocznie gotowa wydrapać mu oczy. - Zrzuciłaś je, więc zajmij się nimi, zanim wyjdziesz. - Zgrabnie oparł się o biurko, oczekując na jej reakcję.
- Żartujesz sobie ze mnie?!
- Wyglądam, jakbym był w nastroju? - Uniósł jedną brew do góry, krzyżując ręce na piersi. - Jesteś gościem, zachowuj się jak gość.


<Ava?>

23 sierpnia 2017

Od Avy CD Ethan'a

- Skoro grasz nie fer, to też mogę. - powiedziałam, po czym wyjęłam broń i strzeliłam dziewczynie w głowę. W jej oczach widziałam tę iskrę. Iskrę podziękowań i śmierci. - Czyli na tyle, dzięki za fajną grę. To może Ethan mnie oprowadzisz. Skoro sprawa tu jest załatwiona. - spojrzałam na niego to katem oka na tych co szli w moim kierunku, najwyraźniej zepsułam grę. Chcieli coś zrobić, podniosłam pistolet w ich kierunku. - Zbliż się, a zginiesz. Chcesz wiedzieć coś. Ona i tak nie żyłaby. Teraz, choć nie krzyczy więc szybko zginęła. Teraz odejdziecie, bo was trafię. - powiedziałam, po czym się odsunęli.
- Dobra, to idziemy. Ładnie postąpiłaś ukróciłaś jej bólu. Choć tu idziemy dalej. - szłam za nim, lecz się zatrzymałam, gdyż usłyszałam specyficzny dźwięk. Pierwsza myśl zombie. Spojrzałam tam może to nie była horda, lecz tak koło dziesięciu. Spojrzałam za siebie poszedł, po moich bokach pojawili się ci, do których celowałam. Schowałam broń i wyjęłam moje noże. Podeszłam zwaliłam dwójkę z nóg i wbiłam obu noże w oko. Tamci się ruszyli, też używali noży albo też innych narzędzi. Rozwalałam wszystkich po kolei. Noże wytarłam o trupy. Po czym je schowałam. - Spoko nie ma za co. - poszłam do środka, Ethan wyszedł zza mnie jak jakiś cień. Wystraszyłam się.
- Widać, że lubisz ich zabijać. Dobrze, to tu będziesz spać. Teraz będziesz ze mną łazić, mam parę spraw, a twoje umiejętności się przydadzą. - powiedział, a ja poklepałam go po ramieniu, ten się tylko spojrzał, lecz pokazałam mu język. Poszłam do gabinetu. Podeszłam do biurka i siadam na nim. Patrzyłam na Ethan'a, co robi. Ethan to przystojniak no tak jak Evan mnóstwo tu takich. On siedział i coś grzebał w papierach, zerknęłam na to, co robi, położyłam moja dłoń na jego. Jejku zimne ma te dłonie. Gdy jego dłoni dotknęłam i lekko zacisnęłam, żeby zwrócić jego uwagę on nic. Wtedy wpadłam na szalony pomysł. Położyłam jego dłoń, ma moim udzie, dalej nic. Odsunęłam jego papiery i siadam przed nim, jego druga dłoń położyłam na moim drugim udzie. Najwyraźniej się zamyślił, jaki gościu, siedzę przed nim, a on nic. Przysunęłam się i siadam na jego kolanach, spojrzałam na niego po chwili go pocałowałam, wplatając dłoń w jego włosy i lekko szarpiąc. Ciekawe co zrobi. Choć w sumie mogłam też to inaczej załatwić. Wybrałam ostrzejsza drogę, choć ciekawi mnie jego reakcja. Nie będzie mieć ze mną lekko.


Ethan? Jaka będzie reakcja?

Od Ethan'a CD Avy

Białowłosy rozerwał wieczko pudełka na pół, przysłowiowo nie pierdoląc się ze zrywaniem taśmy zabezpieczającej opakowanie. Następnie rzucił je na biurko, tuż przed dłonie dziewczyny które spokojnie spoczywały na blacie od dobrej chwili. Zaskoczone dziewczyna poderwała rękę do góry. Dopiero orientując się iż to jedynie bardzo szanowane przez nią pudełeczko w dwóch kawałkach skrzyżowała ręce na piersi i zaczęła wbijać wzrok w dłonie starszego, gdy ten bez pośpiechu rozwijał niewielką karteczkę.
Zanim zabrał się za czytanie, Ethan wychylił ślepia z nad lektury przyglądając się dziewczynie. Nie wyglądała na specjalnie sfrustrowaną sytuacją, zdawała się wręcz rozluźniona co nie przypadło mu do gustu. Baza obcej drużyny to nie plac zabaw, do jasnej cholery.
Finalnie zwrócił oczy na wymazaną czarnym długopisem wiadomość, która mimo że pełna formalnych zwrotów wyglądała jak szkolny liścik rzucany za plecami nauczyciela.
"Drogi Ethanie,
Pamiętasz, że wisisz mi przysługę, prawda? Więc w ramach rekompensaty za twoją ostatnią akcję chcę, byś zajął się tą dziewczyną.
Wiem, że jesteś dyskretny i nie będziesz pytał, bardzo mi na tym zależy.
Odbiorę ją osobiście, gdy uznam to za stosowne. Do tego czasu masz jej pilnować."
Podpisano - Evan.
- Powiedziałbyś mi może, dlaczego mnie tu przysłał? - Odezwała się szaro włosa, delikatnie zirytowanym tonem.
- Szkoda,że go nie zapytałaś. Też chciałbym się dowiedzieć. - Ethan przeciągnął się by następnie podnieść się z krzesła. Delikatnie przejechał dłonią po lekko zakurzonym parapecie. Uśmiechnął się delikatnie na widok śniegu który zaczął pokrywać okolicę. - Nabroiłaś? Jesteś kryminalistką? - Starszy zachichotał delikatnie zataczając koła wokół dziewczyny.
- Mogę zacząć. - Odwarknęła, bawiąc się jakimś ostrzem trzymanym w tylnej kieszeni. - Masz zamiar mnie tu trzymać i zanudzić na śmierć? - Dodała.
- Skoro jesteś taką fanką rozrywki to trafiłaś na świetny moment. - Mężczyzna z zawadiackim wyrazem twarzy opuścił pokój, gestem każąc dziewczynie podążać za sobą. Gdy szli korytarzem był on dość opustoszały. - Tylko nie próbuj wywijać numerów, moi ludzie to nie święte krowy. - Mruknął, słychać charakterystyczny odgłos wyciąganego ostrza za swoimi plecami.
- Ta, jasne. - Dosłownie widział swoim trzecim okiem, że dziewczyna przewróciła oczami. Poczuł tę zniewagę każdym nerwem w swoim ciele.
W końcu dotarli do koryta rzeki, znajdującego się w pewnej odległości od szkoły. Ethan zastanawiał się, czy dziewczyna była jakimś skokiem na jego życie czy szpiegiem. Żywił do Evan'a sympatię, to prawda. Jednak przecież nie mógł wiedzieć na co ten może w danym momencie wpaść.
Przystanęli kilka metrów od grupy ludzi uwijającej się wokół rzeki. Na samej krawędzi stało dwóch mężczyzn oraz kobieta, wszyscy z linami zaciśniętymi wokół szyj. Drugi koniec każdej liny zamocowany był do kamienia oddalonego o parę metrów. Na przeciw każdej osoby stała długa deska prowadząca aż na drugi brzeg. - Będziesz miała co opowiadać, kiedy wrócisz do domu. -Uśmiechnął się przyjaźnie, gdy dziewczyna z konsternacją przypatrywała się osobliwej budowli.
- To jakaś chora gra? - Ava zmarszczyła brwi, z niedowierzaniem kręcąc głową.
- Chora? To ostre słowa, zważając na okoliczności. Ale tak, to pewnego rodzaju gra. - Białowłosy ruszył do przodu, witając się z resztą załogi. Trójka ludzi stała ze spuszczonymi głowami, w zupełnej ciszy. -Zaczynajmy, nie mamy czasu tu marznąć! Jak wszyscy powszechnie wiemy ta trójka delikwentów została oskarżona o zdradę oraz po dowiedzeniu ich winy skazana na śmierć. - Ethan uniósł głos. - Wszyscy znamy zasady. Deski są spróchniałe, jeśli się pod wami złamią zginiecie poprzez uduszenie. Jeżeli zaś jakimś trafem uda wam się przejść na drugą stronę - jesteście wolni. Ktoś ma jeszcze coś do dodania? - Mężczyzna obkręcił się na pięcie wokół własnej osi, czekając na głosy sprzeciwu. Oczywiście nie nadeszły one.
Można było usprawiedliwić kradzież, cudzołóstwo i inne okropieństwa. Ale nie zdradę. Nie tutaj.
W ciągu chwili wystrzał z broni obwieścił rozpoczęcie "biegu po życie". Cała trójka ruszyła ostrożnie do przodu. Pierwszy wpadł jeden z mężczyzn, widocznie nie udusił się natychmiast, gdyż jeszcze krzyczał. Ktoś nieudolnie zacisnął linę. Wkrótce jednak zamilkł.
Drugi z mężczyzn nie przebył o wiele dłuższej drogi niż jego towarzysz. Wkrótce druga deska złamała się na pół a facet z łopotem zleciał w dół. Rozległ się trzask- spadł na skały pod wodą. Struga wody zabarwiła się na mdły róż.
Kobieta radziła sobie najlepiej za sprawą mniejszej wagi, nie wywierała tak dużego naporu jak pozostali. Ava przystanęła obok Ethana. -Myślisz, że jej się uda? - Zagadała, z pasją wpatrując się w kobietę. Mężczyzna uśmiechnął się z politowaniem. - Spadnie. - Oznajmił, również przenosząc wzrok na kobietę. - Uszkodziłem je wszystkie.

<Ava? Ty decydujesz o jej losie~>

21 sierpnia 2017

Od Conor'a CD Ethan'a

Cholera, jak nadal będę się tak lenić to w końcu nawet przy samym chodzeniu będę dostawał zadyszki. Przeciągnąłem się, po czym otworzyłem leniwie oczy. Promienie słońca tak przyjemnie ogrzewają i otulają, że człowiek zapomina o świecie istniejącym dookoła niego. Podniosłem się do pozycji siedzącej, rozejrzałem się mrużąc lekko oczy. Jak wzrok sięga tak brak żywej duszy, jedynie natura, trawka, drzewka i takie tam. Idealnie, jednak trochę nudnawo. Wstałem, otrzepałem się z piachu i trawy, zarzuciłem plecak na ramiona i ruszyłem przed siebie. Znowu. Ostatnio robię to często, wychodząc co raz dalej i dalej. Nie zatrzymując się sięgnąłem ręką do tyłu, do jednej z kieszeni plecaka i wyciągnąłem z niej pomiętą mapę. Gdzie by tu pójść... Może tu? Nie, już większość miejsc tam zwiedziłem... A może tu? Nie jednak nie, przecież prawie nic tam nie ma... To może... Spojrzałem na północno-zachodnią część mapy. Sporo miast, zatoka i sporej powierzchni las, wygląda to zachęcająco, tym bardziej, że nigdy nie byłem w tamtych stronach. Może być ciekawie. Odszukałem szybko wzrokiem prawdopodobną drogę, którą mógłbym iść, po czym schowałem mapę. Idąc, szerokim łukiem ominąłem obóz. Wizja spotkania kogoś i tłumaczenia się co robię i czemu znowu wykręcam się od robienia 'czegoś pożytecznego', nie napawa mnie entuzjazmem. To nie tak, że nie chcę pomagać, po prostu zbyt dużo osób chce coś jednocześnie, a to działa zniechęcająco. Dodatkowo to nie moja wina, że lubię robić to co ja chcę. ( ¯\_(ツ)_/¯ ) Droga o dziwo minęła szybko, cóż dobra muzyka na słuchawkach robi swoje. Na horyzoncie w końcu dostrzegłem drzewa. Już blisko. Zwolniłem trochę, w końcu są to widoki, którymi można się napawać. Idąc rozglądałem się uważnie, mimo wszystko dobrze jest pozostać czujnym, no nie? Doszedłem do jednego z miast, wygląda nie najgorzej w sumie, może nawet uda się znaleźć coś przydatnego bez zwracania na siebie uwagi. Tak, to jest plan. Przeszukać, wziąć co potrzebne, popodziwiać i wycofać się tak, jakby nigdy mnie tam nie było. Minąłem kilka budynków i w pewnym momencie obróciłem się i zacząłem iść tyłem. Przyznam, że serio wygląda to całkiem przyjemnie. A może by się przenieść? (izi pizi, nie zrobi tego). W momencie, gdy na słuchawkach
wpadła piosenka Amon Amarth - Guardians of Asgaard poczułem, coś za sobą, tak ewidentnie na coś wpadłem. Brawo Conorku, nawet chodzić już nie umiesz. Momentalnie się odwróciłem i... to co miałem przed chwilką za plecami wcale nie wyglądało na zadowolone.


<No niezadowolone coś, to znaczy Ethan? ;-; >

Od Evan'a

Wyszedłem na mały spacer do pobliskiego parku, w sumie to nie był on tak blisko, jakaś godzina drogi lub coś w tym stylu. Nie miałem zbytnio planów na dzisiejszy dzień, może dlatego, że ostatnimi czasy jest bardzo cicho, a nawet zbyt cicho. Pewnie zabrzmi to dziwnie, ale myślę, iż to jest ten czas, który określamy „ciszą przez burzą”. Kto wie, może władze postanowiły wytępić wszystkich buntowników z kraju? A może Zombie ewoluowały i osiągnęły wyższy poziom inteligencji? Jak obcy.
Co ja kurwa pierdole… Stanąłem na zakręcie i przez jakiś czas spoglądałem przed siebie rozmyślając o czym przed chwilą kminiłem. Złapałem się za brodę.
A co jeżeli obcy istnieją…? Może to przez nich istnieje ten wirus. Nie. To definitywnie przez ludzi. Tak, to przez ludzi. Ale hold on. Jakby oni wyglądali, ci obcy. Hmm… Z pewnością chciałbym jednego spotkać, ale jeśli miałbym przez to zginąć, to podziękuję. Chociaż strasznie interesuje mnie ten temat, tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.
Ahh… A tak w ogóle to była chyba kiedyś taka seria filmów „Obcy” albo się mylę. Zmarszczyłem brwi próbując sobie przypomnieć co mi kiedyś mój druh opowiadał. Cały czarny, z zębami prawie jak u rekina, ostrymi jak brzytwa i ohydnym śluzem, który tak naprawdę był żrącym kwasem, w cholerę mocnym. Dzieciątka były składane w piersiach ofiary, żywej ofiary, aby potem ją zabić swoimi narodzinami. Oh, hell no. Nie, nie, nie, nie. Nie przypominaj sobie dalej, nie, nie, nie. Jebać obcych. Niech przepadną w zapomnienie. Uh, aż mnie ciarki przeszły. Potrząsnąłem lekko głową na boki i powróciłem do spaceru. W oddali zauważyłem dosyć wysoką osobę. Cóż, dość rzadko spotykam osoby wyższe ode mnie, co podnosi mnie na duchu. Nie wyglądał na groźnego, jedynie jego miecz trochę niepokoił. Aczkolwiek podszedłem.
- Hej, masz chwilkę na małą pogawędkę? – zapytałem opierając się o murek, po czym na nim usiadłem. Chłopak nie wydawał się być zainteresowany, ale nie odmówił. Od czego by tu… - Jestem Evan, a ty wielkoludzie?
- Joseph. – odparł krótko. Nie jestem pewien czy był skory do rozmowy czy tak tylko odpowiedział.
- Co tam porabiasz? Żyjesz jakoś na tym spapranym świecie?


<Joseph?>

Obserwatorzy