28 sierpnia 2017

Od Joseph'a CD Ethan'a

Biegli w stronę miejsca, w którym przechowywana była broń. Joseph czuł narastające zmęczenie jednak świadomość, że nieumarli są tuż za nimi natychmiast pobudzała go do dalszej ucieczki. Nagle jednak zatrzymał się sięgając po swoją katanę po czym rozglądając się na boki próbował nieco bardziej zorientować się w całej tej sytuacji. - Co ty robisz?! Posrało cię?! Jest ich zbyt wielu! - poczuł dłoń Ethan’a na swoim ramieniu, a odwracając się w jego stronę ujrzał też jego rozzłoszczoną twarz. Mocno chwycił go za nadgarstek po czym oboje znów zaczęli biec. Chwilę później wbiegli do piwnicy, w której znajdowało się niemałe składowisko różnorodnej broni. Ethan pospiesznie chował naboje do małej torby, podczas gdy Joseph z zainteresowaniem rozglądał się po pomieszczeniu.
- Lepiej trzymać w piwnicy broń niż małe kotki, huh? - powiedział do siebie.
- Ciebie to naprawdę bawi? - usłyszał za sobą zirytowany głos starszego. Joseph spuścił głowę w dół, ostatnie kilka dni było dla niego nadzwyczaj męczące przez co ten moment spokoju, który mógł zyskać dzięki Ethan’owi, jak szybko się pojawił tak szybko przepadł. Nie powiedział już nic więcej. Kłótnie były zbędne, a przypuszczał, że jego towarzysz także pragnął chwili wytchnienia od chaosu jaki ogarnął świat. Poza tym Joseph nie miał za wiele do gadania. Jasnowłosy nawet nie znał terenu, w którym właśnie przebywał, a kilkukrotnie obejście nastu budynków niewiele mu pomogło.
Niedługo później z powrotem wyszli na górę nerwowo rozglądając się wokół siebie. W końcu nie byli pewni jak wiele terenu zdołali dla siebie zagarnąć nieumarli. - Co ze strażnikami? - zapytał nagle Joseph ściskając w dłoni skórzaną rękojeść swojej broni.
- Jak to co? Polegli. - odpowiedział spokojnie, jednak nietrudno było wyczuć nienawiść w głosie Ethan’a - W porządku, najpierw musimy dowiedzieć się jak wygląda sytuacja, w tym celu rozdzielimy się. - ‘rozdzielimy się’ było ostatnim stwierdzeniem jakie Joseph chciał usłyszeć. Niestety nie zdążył wyrazić nawet słowa protestu, ponieważ starszy natychmiast kontynuował - Sprawdzimy boczne bramy, ja pójdę na lewo, a ty na prawo. - po tych słowach natychmiast udał się w wybranym kierunku, a Joseph’owi nie zostało nic innego jak zrobić to samo. Obszar wydawał się być czysty. Przynajmniej na początku jego drogi. Dopiero po chwili dojrzał w oddali ocalałego strażnika, w którego stronę zbliżała się niewielka gromada zombie, a on sam desperacko próbował przeładować swoją broń. Chłopak natychmiast zaczął biec w jego stronę, jednak jego pogoń zakończyła się już po kilku sekundach, gdy poczuł silne ukłucie w lewym obojczyku. Nagle jego ciało ogarnął nieprzyjemny chłód, a jasne ubrania pokryła krew.
Ah, tak.
Pułapki.
Wysoki budynek, obok którego właśnie podążał, otoczony został wysokim, ostro zakończonym płotem, który niemałą poprzeczkę stawiał również po swoich bokach. Kolce znajdowały się także po jego poziomej stronie, a Joseph nie spodziewając się czegoś takiego, po prostu biegł przed siebie wśród spowijającego się mroku wpadając na ostatni z nich. Czym prędzej złapał się za swoje ramię nie wiedząc jak powinien zatamować krwawienie w tamtym miejscu jego ciała. Już zdążył wyobrazić sobie stado podążające za nim, gdy tylko zdążą wyczuć zapach krwi. Nerwowo rozglądając się wokół siebie, jego wzrok napotkał drobną, drewnianą budowlę przypominającą stodołę. Czym prędzej udał się do wnętrza, gdzie barykadując drzwi, skrył się w rogu ogromnego pomieszczenia powoli się wykrwawiając.
I tak naprawdę nie był pewien, co było dla niego gorsze - to, że przez jego nieuwagę nieumarli urządzili sobie obiad z niewinnego człowieka, czy to, że właśnie zabija go specjalnie stworzona pułapka na zombie.

< Ethan? >

Bow chicka honk honk~

Z okazji 10k wyświetleń mam dla was sporo informacji! Zacznijmy od tego, że pojawiły się dwie nowe strony, Gangi oraz NPC. Już na samym początku tworzenia bloga chciałam wstawić NPC, ale jakoś nie potrafiłam ich stworzyć. Teraz gdy poświęciłam trochę więcej czasu udało mi się coś wyskrobać i dokończyć to co zaczęłam. Nie będę się rozpisywać, zapraszam do zajrzenia do obydwu zakładek. A teraz czas na kilka ogólnych informacji:
Niestety Hana otrzymuje drugie upomnienie. Bardzo proszę o kontakt.
Nie będę obecna przez 3 dni *lub 2*, dlatego też blog zostanie zawieszony na okres mojego wyjazdu. Możecie spokojnie wysyłać opowiadania, zostaną one wstawione po moim powrocie.
Z bloga odchodzi Eizō z powodu braku czasu. Obyś wrócił jak najszybciej w nasze szeregi. Adios, amigo.
Event
Pora na kolejny event, tym razem na większą skalę. Otóż wszystkie drużyny zostają uwięzione na tym samym dworcu kolejowym, otoczeni przez tą samą liczbę wrogów i zdani na tych samych ludzi.  Dlaczego po prostu nie wybijemy wrogów? To nie takie proste. Po pierwsze, amunicji jest bardzo mało, została już wcześniej trochę wykorzystana; po drugie, to samobójstwo, nie otacza nas tylko jeden rodzaj, a kilka; po trzecie aby wszyscy wyszli z tego cało potrzebny jest plan ucieczki i to jest wasze zadanie. Wymyślcie jak wydostać się z dworca bez żadnych strat! 

Regulamin eventu

  • Opowiadania piszecie grupowo. Nie można ich wpleść w aktualne posty.
  • Każde musi mieć więcej lub równo 300 słów.
  • Postacie nie są Bogami! Jak już wspomniałam w opisie eventu, nie ma opcji pokonania wszystkich Zombie!
  • Gdy wysyłacie opowiadanie zatytułujcie je "Od ... 'Dworzec '", w miejsce kropek oczywiście imię postaci, a w miejsce pika swoje dodatkowe słowo. Przykład: ‘Dworzec końca’. Na końcu napiszcie kto ma dokończyć, tytuł opowiadania się nie zmienia.
  • Event będzie trwać od miesiąca do dwóch.
  • Udział może wziąć każdy.
  • Nie jest obowiązkowe.
  • Aby uniknąć nieporozumień opowiadania można pisać z jedną osobą lub kilkoma, wiecie o co chodzi ^^’
  • Opisujcie swoje strategie i potem wspólnie wybierzcie najlepszą.


Wygląd dworca
Zapewne zauważyliście, że nie ma nigdzie mowy o nagrodzie. Za samo napisanie nic nie otrzymujesz. Opowiadania na koniec zostaną poddane głosowaniu, najlepsze otrzyma 2 pochwały dla osoby, która zaczęła oraz po 1 dla tych, którzy wzięli udział. Za pewne nie satysfakcjonuje was taka nagroda, ale cóż, ja chcę tylko dobrze się bawić czytając wasze pomysły :) Jednak jeżeli chcecie coś lepszego mogę coś wykombinować z howrse, nie mam za dużo CR, ale większość jest dosyć wartościowa.
Jeżeli macie jakiś pytania zachęcam do zostawienia komentarza, wysłania wiadomości na poczcie lub czacie.

Konkurs
Kiedyś tam na czacie wspomniałam, że chciałabym zrobić konkurs i oto jest. Polega on na wykonaniu czegoś powiązanego z apokalipsą. Pistolet, zombie, scena walki, świat i wszystko inne co wam wpadnie do głowy. Styl jest dowolny, możecie coś skleić z obrazków, narysować na kartce bądź w programie graficznym, tworzyć z modeliny, origami, cokolwiek. Podobnie jak event, na koniec wszystkie prace zostaną poddane głosowaniu, najlepsza otrzyma 2 pochwały lub coś z howrse *jeżeli będzie chcieć*. Zasady są proste:

  • Jedna praca na osobę.
  • Nie musisz być utalentowaną osobą, każdy może wziąć udział.
  • Konkurs będzie trwać 2 tygodnie, 28.08 – 11.09.
  • Jeżeli tworzycie coś co wymaga zrobienia zdjęcia, proszę aby było dobrej jakości.
  • Prace proszę wysyłać na moją pocztę Cat Soup 
Zapraszam do brania udziału w obydwu wydarzeniach :)

Od Conor'a CD Gabriell'a

Zmierzyłem chłopaka wzrokiem. Że niby ktoś taki, chce co zrobić coś takiego? Albo jest głupi, albo na tyle odważny, lub co gorsze - oba. Conorku, nie oceniaj tak pochopnie. Od teraz może być tylko zabawniej.
- Wiesz w ogóle jak się do tego zabrać? - powiedziałem powstrzymując śmiech.
- A co, chcesz się przekonać? - zrobił krok do przodu, ton jego głosu wydawał się wręcz śmiertelnie poważny.
- Takie zabawy to może nie przy wszystkich, co?
- Boisz się, że się popłaczesz? - zrobił wymuszoną smutną minę.- Spokojnie, postaram się żeby bolało jak cholera.
- Miałem raczej na myśli to, że pewnie nie będziesz wiedział co zrobić jak już zobaczysz moje przyrodzenie.
- Jest aż tak mały? - znowu ta 'smutna' mina. - A może w ogóle nic tam nie masz?
- Powtórzę, takie zabawy to na pewno nie przy innych - powiedziałem z uśmiechem na twarzy.
- Dobra, dobra. A czy teraz pan 'macho' da mi wreszcie sobie pójść?
- Zaraz. Zrób unik - dodałem.
- Co?
- Unik - bez dalszych wyjaśnień posłałem prawy sierpowy.
Chłopak uchylił się szybko przed ciosem.
- Poje..
- No, może jeszcze będą z ciebie ludzie - przerwałem mu. - I jeśli łaska to poproś kogoś, żeby pokazał Ci co i jak zanim Evan wybierze za Ciebie, bo było widać, że nie słuchałeś - odwróciłem się i ruszyłem w stronę pozostałych. - A i pamiętaj - zatrzymałem się - mam Cie na oku, więc postaraj się być grzecznym chłopcem. Gabryś - ruszyłem przed siebie.


<Gabryś? ( ͡° ͜ʖ ͡°) >

25 sierpnia 2017

Od Avy CD Conor'a

Odkręciłam i stałam przy murze pijąc czekałam na niego. Gdy wyszedł spojrzałam na niego.
- Czyżbyś zapłacił, jak miło. - podeszłam do niego, położyłam dłoń na jego klatce i tak stałam. Przez dłuższą chwilę tak stałam. Zanim się ruszyłam, poszłam na w inne miejsce. Jest tak pusto, jak nikogo nie było nawet martwych. Miło jest tak, popić. Piłam też trochę, zerkałam na Conor'a pił piwo. Uśmiechnęłam się tylko, złapałam go za rękę i szłam tam gdzie mnie stopy poniosą. Zaplotłam z jego dłonią i przysunęłam się bliżej. - Czemu jesteś taki ciepły? - choć byłam wystawiona lekko to i tak mówiłam jak należy.
- Faceci tak już mają, uważaj. - powiedział, ja nie wiedziałam o co chodzi. Potknęłam się? Zostałam złapana. - Mówiłem uważaj, patrz pod nogi. - wywrócił oczami. Chcę coś zrobić, ale co.
- Conor.
- He?
- Zatańcz ze mną. - pociągnęłam go w miejsce, gdzie grała muzyka, w sumie to ja słyszałam. Conor też ją słyszał, ale nie dane mi było iść dalej. Wzięłam go za rękę i szybko weszłam do budynku, zamknęłam w jednym z nim. Żeby mieć chwile. - Czemu tu jesteśmy? - spytał
- Spójrz przez okno. - powiedziałam i piłam dalej. Zapomniałam, że muzyka gra, aby zwabić umarłych i aby móc do nich strzelać. Tak właściwie to ja tak zrobiłam. Poczekajmy do świtu to wrócimy. Jest materac, butelki wody koc. Wszystko. - Twoja miejscówka? - spytał
- Mam ich kilka w mieście. - siadłam na materacu i poklepałam miejsce obok siebie. - myślałeś kiedyś co będziesz robić, gdyby nie doszło do apokalipsy? Ja pewnie może być wyjechała w ciepłe kraje i może strzelała albo coś innego. - powiedziałam, kiedy usiadł obok mnie.
- Czemu masz zasłonięte jedno oko? - spytał. No właśnie czemu, mam to drugie oko dziwne, takie nieludzkie. Aby nikt nie mógł na nie patrzeć jest straszne. Lepiej jest jak nikt, nie patrzy na nie.
- Czemu, tak jakoś nikt nie chce na nie patrzeć. - oparłam głowę o ramię Conor'a. Napiłam się. On również.
- Pokaż, chce zobaczyć. Miałaś takie od urodzenia? - spytał. Jestem wybrykiem natury, tak takie od urodzenia.
- Po co chcesz na nie patrzeć. Tak od urodzenia. - powiedziałam. Zdjął mi opaskę. Szybko się zerwałam i zasłoniłam oko dłonią. - Co ty robisz, oddaj mi opaskę. - powiedziałam zła. Zabrał mi dłoń i ja trzymał. Zamknęłam oko - Otwórz oko, chce zobaczyć. - uniósł mój podbródek. Otworzyłam, patrzył.
- Mówiłam. Jest inne. Zasłonić je muszę. - powiedziałam.
- Jakie ono piękne. Czerwona źrenica, a białko całe czarne. Czemu masz takie? - przytuliłam go, do siebie.
- Nie wiem czemu. Nieliczni je widzieli. - mocniej go przytuliłam.

Conor?

24 sierpnia 2017

Od Ayako CD Evan'a

Z dwoma plecakami założonymi na ramiona jednym ramiączkiem, oraz siostrą na rękach i łopatą wcale nie był tak wygodnie iść, tym bardziej, że chłopak miał naprawdę szybkie tępo marszu. W dodatku mimo ćwiczeń jakie fundował mi ojciec bardziej przystosowałem się do ucieczek, chowania i wspinania gdzie się da, a nie dźwigania ciężarów czy długiej walki. Do wojska bym się nie nadawał, czego Iso pewnie by ode mnie oczekiwał gdyby nie ta apokalipsa. Im dłużej szliśmy, tym bardziej się męczyłem, jednak nie chciałem pomocy. Po prostu chciałem to zrobić sam, nawet jeżeli wydaje się na to za słaby fizycznie i emocjonalnie. Czułem jak po twarzy powoli zaczyna spływać mi pot.
- Evan… Daleko jeszcze…? – postanowiłem wreszcie zapytać, czując że długo to tak nie wytrzymam, a mdlenie w tych czasach ze zmęczenia to nie najlepszy pomysł.
- Ah, przepraszam. To już za tym murkiem, widzisz te drzewa? – odpowiedział wskazując na korony drzew. Uniosłem lekko głowę aby się im przypatrzeć. Cicho westchnąłem z ulgą wiedząc o tym, że już praktycznie jesteśmy i jak tylko zakopie martwe ciało będę mógł poszukać jakiejś kryjówki, tyle, że teraz samotnie. Po chwili takiego stania w zamyśleniu, ruszyłem w stronę otworu w murze, które pozwalało do niego wejść. Upatrzyłem drzewo z w miarę rozłożystą koroną i położyłem pod nim ciało Mii z zamiarem wykopania dosyć głębokiego dołka. Może nie był to cmentarz i nie był to typowy pogrzeb, ale jakoś nie cieszył mnie fakt, że jej ciało mogły by zjeść te potwory. Z tego co zauważyłem Evan poszedł za mną, jednak nie zwracałem na to większej uwagi. Wziąłem w ręce łopatę i powoli zacząłem wykopywać dół.
- Jeśli masz coś do roboty, to nie musisz mi dotrzymywać towarzystwa. - powiedziałem łagodnie. W głębi duszy cieszyło mnie, że jeszcze nie zostałem sam, jednak nie chciałem zajmować mu czasu, bo zapewne ma coś lepszego do roboty. Chociaż kto tam wie kto i co robi w tych czasach.

< Evan? Pójdziesz sobie czy zostaniesz? >

Od Conor'a CD Avy

Oparłem się ramieniem o ramę huśtawki stojącej naprzeciwko dziewczyny. Za moimi plecami zaczęło wschodzić słońce oświetlając twarz Avy.
- Miło słyszeć -uśmiechnąłem się pod nosem obserwując jednocześnie mój powoli malejąc cień.
- No to co powiesz -powtórzyła pytanie po czym po raz kolejny przechyliła butelkę, która była już pusta.
- Ano to, że już chyba Ci wystarczy - podszedłem i sięgnąłem po butelkę, którą dziewczyna trzymała w dłoni.
- O nie, nie- cofnęła dłoń bardziej do tyłu, tak żebym nie mógł po nią sięgnąć. - To ja będę decydowała kiedy mi wystarczy - bez żadnego ostrzeżenia zeskoczyła z drewnianej konstrukcji, lądując tuż przede mną. - Trzymaj - oparła dno butelki o moją klatkę piersiową, odruchowo ją złapałem zanim ją puściła. - A teraz, chcę więcej -powiedziała stanowczo.
- O tej porze raczej nigdzie więcej nie dostaniesz -podszedłem do śmietnika i wyrzuciłem butelkę, po czym odwróciłem się przodem do dziewczyny.
- Ty już się o to nie martw - podeszła do mnie, chwyciła za dłoń i pociągnęła - Chodź.
- Gdzie?
- Zobaczysz.
Bez większych wyjaśnień dałem się pociągnąć, bo chyba nie mam innego wyboru. 5-7 minut marszu i jesteśmy chyba na miejscu, wnioskując po tym, że Ava się zatrzymała i czegoś najwyraźniej szuka.
- Pomóc w czymś? - odezwałem się w końcu.
- ... Nie. Już mam - wyciągnęła spod kilku kartonów klucz. - Zawsze chowają gdzieś tutaj zapasowy - pomachała kawałkiem metalu przed moim nosem.
Odwróciła się do drzwi, włożyła i przekręciła klucz, a drzwi.. o dziwo otworzyły się.
- Skąd..
- Obserwacja -przerwała mi.
Wszedłem za dziewczyną, dopiero po chwili ogarnąłem, że weszliśmy do baru przez tylne wejście. Sprytnie, ale też nieodpowiedzialnie. Dziewczyna wskoczyła za bar i znowu zaczęła się rozglądać. Ja w tym czasie usiadłem na jednym ze stołków przy barze.
- Mam. Możemy iść - postawiła na blacie butelkę i jakby nic przeskoczyła na drugą stronę.
- Nie uważasz, że to trochę nie w porządku?
- Przecież zapłacę - odpowiedziała szybko. - Ale później -wzięła butelkę.
- Mhm.
Dziewczyna ruszyła w stronę tylnego wyjścia. Gdy tylko straciłem ją z oczu wychyliłem się za bar i złapałem za butelkę piwa. Drugą dłonią sięgnąłem do kieszeni, wyciągnąłem portfel, a z niego gotówkę, którą położyłem na blacie. Po tym ruszyłem do dziewczyny.


<Ava?>

Od Ethan'a CD Conor'a

- Co tu robisz, pół-wrono? - Ozwał się białowłosy zachrypniętym głosem. Już od dłuższej chwili nie miał do kogo otworzyć ust. Chłopak który na niego wpadł odskoczył, odwracając się do niego przodem. Chwila i już za plecami trzymał pistolet. Ręce białowłosego natomiast, nadal spoczywały schowane w kieszeniach skórzanej kurtki.
Ethan objechał przybyłego wzrokiem. Cóż, dawno nie widział nikogo tak wysokiego. Sprawiał wrażenie przerośniętego licealisty, mężczyzna jednak nie był mistrzem w szacowaniu wieku.
- Zwiedzam. - Ciemnowłosy przez chwilę badał sylwetkę Ethana w poszukiwaniu znaku drużyny. -  Psie. - Dodał z uśmiechem satysfakcji, który po chwili zastanowienia zmienił się w niepewne skrzywienie ust. Starszy zaśmiał się, jego mina naprawdę była komiczna.
- To moja działka. Nic tu po tobie chłopcze. - Brunet nie ruszył się ani o milimetr, jedynie przenosząc ciężar ciała na lewą nogę przekrzywił się lekko na bok.
- Zluzuj, przecież nie zrównam wszystkiego z ziemią. - Chłopak wzruszył ramionami. - To i tak ruina, co ci tak szkodzi? - Mruknął, przestępując z nogi na nogę.
- Może i ruina, ale dalej czyiś dom. - Ethan westchnął, zapinając kurtkę pod szyję. -Złóż broń, oprowadzę cię. -Chłopak po chwili wahania schował pistolet. Ethan ruszył przodem, ciężkim i powolnym krokiem wystukując rytm marszu. Co jakiś czas kątem oka sprawdzał, czy chłopak nie chce go przypadkiem poćwiartować. - Conor jestem. -Odezwał się, nagle równając się krokiem ze starszym.
- Miło poznać. - Odmruknął białowłosy, rozproszony w danym momencie głaskaniem wychudzonego kundla, który przewinął mu się pod nogami.
- Nie masz zamiaru mi się przedstawić? - Mężczyzna w odpowiedzi jedynie ogarnął twarz chłopaka litościwym spojrzeniem.
- Większość ludzi widząc to czerwone g*wno zna już moje imię. - Gestem głowy wskazał na przepaskę na swoim ramieniu.- Conor zmarszczył brwi, widocznie niezbyt interesowała go polityka między drużynami. - Mów mi Mistral.
- Powiedz mi kim naprawdę jesteś. - Chłopak naciskał. Ethan nie wiedział czy po prostu gra z nim w jakąś gierkę, czy rzeczywiście go nie zna.
- Zmuś mnie. - W ułamku sekundy mężczyzna zerwał się na równe nogi i ruszył biegiem między budynkami. Umiejętnie wymijał zdezorientowanych miejscowych. Cóż, oni i tak już wiedzieli,że ich lider jest trochę walnięty. Conor robił spore kroki, nie pozostając w tyle zafundował białowłosemu porządny wycisk. W końcu dopadł do jednej ze ścian i wdrapał się po wystających cegłach na dach budynku, cudem unikając chwytu za nogę. Pruł z dachu na dach po deskach które zawsze były tam ułożone. Niektóre odstępy udawało mu się nawet przeskoczyć.
Przebiegł zgrabnie po kolejnej desce. Już stawiał drugą nogę na dachu, gdy nagle w powietrzu rozniósł się trzask. Przez chwilę był świecie przekonany, iż był to wystrzał.
Odwrócił się do tyłu, by zobaczyć jak ciemnowłosy chłopak zwisa w dół, uwieszony na połowie deski na której właśnie stał. Jeden jego krok i mógłby się żegnać z życiem. Przez chwilę przypatrywał się jego nieudolnym próbom wciągnięcia się na górę i kaleczeniu dłoni wystającymi kawałkami drewna. W końcu złapał go pod łokcie, szybkim krokiem wciągając go bezpiecznie na dach, deska roztrzaskała się na ziemię.

 
<Conor? Trochę brakowena :c >

Od Alexandra CD Kano

Robiło się coraz później. Słońce powoli zaczynało znikać za horyzontem. Brakowało mi leków i wody, a do najbliższej apteki zostało mi z pół godziny drogi. Aczkolwiek łapała mnie straszna zadyszka. Serce przyśpieszało i zwalniało, jakby ktoś bez przerwy machał flagami start/stop na torze wyścigowym. Dlatego zmuszony byłem robić postoje co kilka kroków. Musiałem przeczekać gdzieś noc. Nawet gdybym dotarł tam przed zmrokiem, nie miałbym pewności czy kogoś, a raczej czegoś, tam nie spotkam i czy towar wciąż tam jest. Potrzebowałem minimalnej dawki odpoczynku, żeby móc się zregenerować i w razie potrzeby uciekać. Najbliższym miejscem na schronienie okazała się już dawno opuszczona stacja paliw. Dowlokłem swoje zwłoki, bo normalnie funkcjonujące ciało to nie było, pod ladę. Upadłem na ziemię i oparłem głowę o ścianę. Nie sprawdziłem nawet czy jest tam w miarę bezpiecznie. Stwierdziłem, że psy zrobią to za mnie. To był błąd. Coraz trudniej było mi oddychać i nie jestem pewien czy tylko zasnąłem, czy straciłem przytomność.

W nocy intruz wdarł się do budynku bez najmniejszego trudu. Nie rozumiem, też dlaczego wciąż czuje się dobrze. Chociaż dobrze w tym przypadku to słabe określenie. Bardziej jak, wciąż wśród żywych, lecz powolnie konający. Jedyną w miarę racjonalną odpowiedzią na ich zachowanie... Nie istniała. Za to nasuwała mi się pewna teoria, choć gdybym próbował ją komuś opowiedzieć, mój rozmówca by mnie wyśmiał. Posiniała skóra z niedotlenienia oraz dziwne odgłosy wydobywające się z mojego wnętrza mogły zasugerować im, że mamy coś wspólnego. Nie powiem, że byłem zachwycony, ale nawet w takiej sytuacji warto się zaprzyjaźniać. Problem w tym, że wlokły mnie w przeciwną stronę. Oddalałem się od mojego celu. Wędrówka musiała trwać dość długo, bo zdążyłem nabrać też trochę siły. Tereny wydały mi się znajome. Miałem świadomość, że zamieszkuje go jeden z obozów. Wolałem chwytać los w swoje ręce, niż bezkarnie dać się prowadzić, dlatego wrzeszcząc ile sił w płucach i wierzgając starałem zwrócić na siebie uwagę.
W uszach rozbrzmiał okropny huk, a jednego osobnika odrzuciło w bok. Zatrzymaliśmy się. Kolejny strzał. Bezmózgi upadł na ziemie. A za nim następny i następny. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się tak szybkiego odzewu. Sam także podzieliłem ich los upadając na twardy gruz.
- Ugryzły cię? - surowy głos chłopaka został zakłócony przez mój kaszel. Uniosłem głowę i tułów na przednich rękach, podkuliłem kolana i kontynuowałem wypluwanie płuc. Między przerwami starałem się złapać minimalną dawkę tlenu, ale nawet wtedy cichy świst nie ustawał.
Nie widziałem jego twarzy, ale byłem pewien jego zniesmaczenia i dezorientacji. Wyraźnie miał dosyć czekania. Złapał za moje barki, nie odkładając broni ani na chwilę, przewrócił na plecy i docisnął butem do podłoża. Przy okazji strącił mi okulary z nosa, dlatego identyfikacja była dla mnie praktycznie niemożliwa. Z pewnością przybrał tę samą pozę, celując prosto w głowę. Ponowił swoje pytanie nadal nie zdradzając żadnych emocji.
- Nie. - wykrztusiłem, kładąc dłonie na jego stopie. - Chyba nie.
- Czemu mam ci wierzyć? - mruknął pod nosem.
- Wcale nie musisz. - widząc moją próbę podniesienia się, poluźnił nacisk. - Sam sobie poradzę.
Stanąłem na równych nogach i ruszyłem przed siebie, co krok chwiejąc się na boki.

Kano?

Obserwatorzy